Od wielu lat wielu mądrych ludzi zapowiada koniec kapitalizmu, kres dominacji Stanów Zjednoczonych, a wraz z nimi koniec świata, jaki dotąd znaliśmy. Być może nigdy wcześniej nie byliśmy tak świadomi nadchodzącej zmiany w globalnym porządku.
Donald Trump zrywa z dotychczasową ideą zachodniego przywództwa, przynajmniej deklaratywnie opartego na wspólnych wartościach, na rzecz izolacjonizmu i amerykańskiej hegemonii. Koniec pewnej zachodniej idei. Początek otwartego starcia interesów.
Jak zwykle jednak kryzys jest również szansą.
Europa, która ma szansę stać się jednym z ostatnich bastionów demokratycznego ładu, powinna wykorzystać ten moment, by zaproponować coś więcej niż obronę istniejącego porządku. Powinna zaprojektować nowoczesny system społeczny, oparty na nowych rozwiązaniach, instytucjach i zasadach funkcjonowania państwa.
Europejska administracja, niegdyś wzór sprawności i organizacji, dziś coraz częściej kojarzona jest z nadmierną biurokracją i bezwładnością. Być może zamiast nieustannie reformować stare struktury, powinniśmy odważyć się zaprojektować nowe standardy ich działania.
Pytanie brzmi: czy kształtowanie przyszłego porządku świata powinniśmy pozostawić trzem osiłkom USA, Rosji i Chinom, czy sami powinniśmy aktywnie uczestniczyć w jego projektowaniu?
I jak właściwie miałby wyglądać proces tworzenia nowego systemu społecznego?
Czy ktoś już się tym zajmuje? Czy istnieją środowiska, które nie tylko analizują słabości obecnego modelu, ale próbują zaprojektować jego następcę? A może tak bardzo przyzwyczailiśmy się do świata, w którym żyjemy, że nawet nie podejmujemy próby wyobrażenia sobie innego?
Świat, w którym żyjemy, jest w dużej mierze zbudowany z idei, które potrafiliśmy nazwać, opisać i zakomunikować.
Jeżeli nie istnieje spójna wizja alternatywnego porządku, nawet ludzie sprzeciwiający się obecnemu systemowi pozostają jego zakładnikami. Potrafią go negować, ale nie potrafią zaproponować niczego w zamian.
W wielu miejscach powstają inicjatywy, które coraz głośniej wyrażają sprzeciw wobec niskiej jakości polityki, niewydolności instytucji i słabości demokracji. Problem polega na tym, że sprzeciw rzadko przekształca się w projekt. A kiedy pojawiają się propozycje zmian, najczęściej dotyczą wymiany jednych ludzi na innych.
Zmieniają się nazwiska, partie i hasła. Sam system pozostaje niemal nietknięty.
Być może największym problemem współczesnej polityki nie jest więc brak ludzi, którzy chcą zmiany, lecz brak wyobrażenia o tym, jak ta zmiana miałaby wyglądać.
Nie da się zbudować nowego świata, jeśli najpierw nie potrafimy go sobie wyobrazić. Nie da się przekonać innych do zmiany, której nie potrafimy opisać.
Dlatego może powinniśmy zacząć nie od kolejnej partii, ruchu politycznego czy manifestu, ale od zaprojektowania samego procesu projektowania nowego systemu społecznego.
Od otwartego, rozwijanego wspólnie szkieletu metodologicznego, który pozwoli porównywać idee, testować rozwiązania, dyskutować o zasadach i stopniowo budować alternatywne modele organizacji społeczeństwa.
Czegoś na kształt otwartego projektu open source, w którym każdy może zaproponować rozwiązanie, poddać je krytyce, udoskonalić lub rozwinąć.
Social Design System.
Nie gotowa wizja idealnego świata, lecz wspólny język i zestaw narzędzi do jego projektowania.
Bo być może zanim zaczniemy zmieniać świat, powinniśmy nauczyć się go wspólnie projektować.1

1 takk… może po prostu zorganizujmy światowy konkurs? Jeden wspólny schemat, według którego ludzie z całej Ziemi mogliby zgłaszać własne koncepcje nowego ładu społecznego.
Skoro potrafimy zorganizować Eurowizję, to dlaczego nie potrafimy zorganizować konkursu na projekt lepszego świata?
W końcu o pokoju na świecie od dziesięcioleci tak pięknie opowiadają kandydatki na Miss Universe. Może czas wreszcie dać im jakiś formularz do wypełnienia?
