Jeszcze niedawno pokazanie dopracowanego, rozbudowanego prototypu było pewnego rodzaju demonstracją kompetencji i zagłębienia w zagadnienie.
Nie trzeba było specjalnie tłumaczyć, że ktoś poświęcił na nią czas. Było to widać. Oczywiście nie oznaczało to, że rozwiązanie jest dobre, ale przynajmniej mogliśmy zakładać, że ktoś nad nim pracował.
Dzisiaj to założenie zaczyna tracić sens.
Mogę w ciągu jednego popołudnia stworzyć interaktywny prototyp, który wcześniej wymagałby tygodni pracy. I kiedy pokazuję go innej osobie, pojawia się problem, którego wcześniej właściwie nie było.
Które elementy świadomie zaprojektował? Które zostały zaproponowane przez AI? A które po prostu zaakceptował, bo wyglądały całkiem rozsądnie?
Osoba oglądająca prototyp nie ma możliwości tego rozróżnić.
Może więc założyć, że wpisałem trzy zdania, zrobiłem sobie kawę i wróciłem po gotowy produkt.
Co zabawne, czasami rzeczywiście można tak pracować.
Profesjonalny wygląd rozwiązania przestaje być dowodem profesjonalnego myślenia.1
1 i nigdy tak nie było ale jak by na to nie patrzeć takie uproszczenie funkcjonowało
Zauważam jednak ciekawą zmianę podczas prezentowania własnych projektów. Coraz większe znaczenie ma nie to, co pokazuję, ale jak głęboko potrafię wyjaśnić poszczególne decyzje.
Dlaczego proces wygląda właśnie tak? Co stanie się w nietypowej sytuacji? Jakie ograniczenia uwzględniłem? Dlaczego zrezygnowałem z pewnych funkcjonalności?
Każda świadoma odpowiedź buduje zaufanie. Każde „tak zaproponowało AI” może je osłabiać, jeżeli nie potrafię wyjaśnić, dlaczego tę propozycję zaakceptowałem.
Jest w tym pewien paradoks.
Im mniej pracy wymaga ode mnie wykonanie projektu, tym więcej muszę ujawnić własnego myślenia, żeby inni mogli zaufać jego jakości.
Być może właśnie tutaj zaczyna się istota zmiany, jaka jest rola projektanta?
Nie muszę już osobiście tworzyć każdego elementu. Tak jak architekt nie musi układać cegieł, żeby odpowiadać za projekt budynku.
Ale muszę potrafić uzasadnić decyzje, rozumieć konsekwencje i zakwestionować rezultat, nawet jeśli wygląda doskonale.
Bo samo zaakceptowanie propozycji nie czyni mnie jeszcze jej świadomym autorem.
Przez lata budowaliśmy zaufanie, pokazując, co potrafimy zrobić. Teraz coraz częściej będziemy musieli pokazywać, dlaczego zdecydowaliśmy się zrobić właśnie to.
W świecie, w którym niemal każdy może stworzyć profesjonalnie wyglądające rozwiązanie, kompetencją staje się nie tyle umiejętność jego wytworzenia, ile zdolność wzięcia za nie świadomej odpowiedzialności i zrzucenie z innych wzięcia za nią odpowiedzialność.
Zaczynam mieć dziwne poczucie, że im więcej projektuję z Ai, tym mniej czasu spędzam na samym projektowaniu.
Kiedyś stworzenie rozbudowanej makiety wymagało wielu godzin pracy. Każdy ekran, interakcję czy zależność trzeba było zbudować, przemyśleć i poprawić.
Było to czasochłonne, momentami nudne i zapewne w dużej części zupełnie niepotrzebne ale miało jedną zaletę, którą zawsze doceniałem. Tworzenie było jednocześnie procesem rozumienia i synchronizowania tej wiedzy z innymi.
Kiedy budowałem kolejne elementy rozwiązania, siłą rzeczy musiałem zastanawiać się nad ich działaniem. W trakcie pracy odkrywałem zależności, których wcześniej nie przewidziałem. Zadawałem sobie pytania, które nie pojawiłyby się na etapie samego pomysłu, a inni korygowali mój kierunek tworząc nowe powiązania.
Dzisiaj coraz rzadziej buduję poszczególne elementy. Definiuję cel, kontroluję logikę, oceniam wynik. To, co wcześniej zajmowało kilka dni, potrafi powstać w kilkanaście minut. Nie muszę już ręcznie budować wszystkiego, co wymyśliłem.
Nareszcie!
Po latach przesuwania prostokątów, wyrównywania komponentów technologia wreszcie daje pole na logikę rozwiązania. Przecież czekałem na to tak długo…
Tylko że pojawia się pewien problem.
Rozwiązania zaczynają powstawać szybciej, niż jesteśmy w stanie je wspólnie zrozumieć.
Coraz częściej patrzę na gotowy rezultat i zdaję sobie sprawę, że więcej czasu zajmuje mi przeanalizowanie wszystkich zależności, decyzji i konsekwencji, a następnie zbudowanie tego samego zrozumienia w zespole, niż zajęło mi stworzenie tego rozwiązania.
Rozumiem ogólny zamysł. W końcu to ja go zdefiniowałem. Rozumiem podstawowe procesy i wiem, jakie problemy chcę rozwiązać, ale niekoniecznie rozumiem już wszystkie szczegóły, zależności i konsekwencje.
AI potrafi zaproponować całe fragmenty rozwiązania, których nie opisałem wprost. Uzupełnia brakujące elementy, interpretuje intencje, tworzy własne założenia. Czasami bardzo trafne. Czasami zupełnie przypadkowe.
W efekcie dostaję coś, co wygląda na bardziej kompletne, niż jest w rzeczywistości, a ponieważ całość prezentuje się całkiem przekonująco, łatwo uznać, że skoro działa, to najwyraźniej wszystko jest w porządku.
Problem pogłębia się, kiedy takie rozwiązanie trafia do zespołu. Każdy widzi ten sam prototyp, ale niekoniecznie rozumie stojące za nim decyzje. To, co dla mnie jest oczywistym założeniem, dla programisty może być jedynie domysłem, a dla osoby odpowiedzialnej za biznes, zupełnie inną interpretacją.
Możemy patrzeć na ten sam prototyp, a rozumieć / „widzieć” zupełnie inny produkt.
Przynajmniej do momentu, kiedy ktoś zada pierwsze naprawdę dobre pytanie.
W programowaniu od lat funkcjonuje pojęcie długu technologicznego. Możemy zbudować coś szybciej, korzystając z uproszczeń, za które później przyjdzie nam zapłacić.
Zaczynam dostrzegać podobny mechanizm w projektowaniu. Nazywamy go długiem poznawczym (Cognitive Dept1).
1Margaret-Anne Storey, From Technical Debt to Cognitive and Intent Debt (ACM Queue, 2026)
Każde rozwiązanie, które powstało szybciej, niż zdążyłem je świadomie przeanalizować, może pozostawić po sobie pewną zaległość. Coś, czego jeszcze nie rozumiem. Decyzję, której konsekwencji nie sprawdziłem. Założenie, którego nawet nie zauważyłem.
Wszystko powstaje tak płynnie, że trudno znaleźć moment, w którym należałoby powiedzieć: stop, teraz muszę naprawdę zrozumieć, co właśnie stworzyliśmy. Zresztą po co się zatrzymywać, skoro możemy wygenerować kolejne pięć wariantów? W końcu produktywność rośnie. Liczba dostarczanych rozwiązań również. Tylko poziom naszego zrozumienia niekoniecznie nadąża za tym imponującym wykresem.
Przypomina mi się SolarisStanisława Lema
Ludzkość bada tajemniczy ocean pokrywający odległą planetę. Powstają teorie, klasyfikacje, obserwacje i całe biblioteki opisujące jego zachowanie. Naukowcy wiedzą o nim coraz więcej. Potrafią nazywać zjawiska, opisywać struktury i dokumentować kolejne obserwacje, a mimo to fundamentalna natura oceanu pozostaje dla nich niezrozumiała.
W tej historii zawsze podobało mi się, jak Lem uchwycił przepaść pomiędzy zgromadzoną wiedzą, a prawdziwym poznaniem. Widać tu pewną analogię.
Możemy mieć coraz bardziej szczegółowe opisy naszych rozwiązań. Coraz więcej ekranów, dokumentacji, zależności, interakcji i scenariuszy działania. Możemy nawet poprosić AI, żeby wyjaśniło nam każdy fragment tego, co właśnie wygenerowało, ale opis nie jest jeszcze zrozumieniem.
Można wiedzieć bardzo dużo o tym, jak coś działa, i nadal nie rozumieć, dlaczego powinno działać właśnie w ten sposób.
Co więcej, samo wyjaśnienie wygenerowane przez AI może być równie przekonujące jak rozwiązanie, którego dotyczy. Dostajemy więc opis, który tłumaczy wcześniejszy opis. A jeśli nadal czegoś nie rozumiemy, możemy oczywiście poprosić o jeszcze dokładniejsze wyjaśnienie. Ocean Lema prawdopodobnie byłby zachwycony.
Przez lata staraliśmy się skracać czas potrzebny na przejście od pomysłu do gotowego rozwiązania. Budowaliśmy narzędzia, które miały uwolnić nas od powtarzalnych czynności. Automatyzowaliśmy procesy, rozwijaliśmy biblioteki komponentów, tworzyliśmy coraz lepsze środowiska projektowe. Wszystko po to, żeby mniej czasu poświęcać na wykonywanie, a więcej na myślenie.
Teraz wreszcie mamy narzędzia, które realizują tę obietnicę w stopniu, jakiego jeszcze niedawno trudno było sobie wyobrazić.
Trzynaście eksperymentów prywatnych w trzynaście miesięcy. Kolejność na osi zachowuje proporcje do czasu – pierwsze odstępy są szerokie, ostatnie tygodnie zlewają się w gęstą serię. To nie przypadek; to obraz tego, jak narzędzia zaczęły nadążać za szalonymi pomysłami… a gdzieś po środku tworzenie własnej muzyki z użyciem promptów i tona obrazów, a dla Allegro jeszcze więcej. Żyć szybko, umierać młodo. Mam dość. Wracam do warsztatu i drewna…
Figma Make… wspaniale, będziemy robić automatycznie makiety w oparciu o chat, ale nie, czekaj, teraz mamy limit tokenów 4250, to możemy sobie zrobić… Ok, ok, ale jest jeszcze GitHub Copilot, tam będzie można ominąć limity… 3, 2, 1… GitHub przechodzi z modelu „premium request units” na nowy system „AI Credits”- tokeny (informacja z wczoraj, 27 kwietnia 2026 roku). No ale został nam Claude Code… 3, 2, 1
W 2020 roku kupiłem kawałek świeżo odmalowanego partactwa, który stał się członkiem naszej rodziny. I tak, tak – chyba jesteśmy tymi, którzy potrafią przywiązać się do wszystkiego. Pokochaliśmy tego szachraja.
Ten blaszany chrabąszcz stanowi dla nas ważny element codziennych rytuałów, a na przestrzeni lat był dekorowany i upiększany wszystkim tym, czym żyły dzieci w szkole i przedszkolu.
Ten mały SUV z duszą… zaprojektowaną we Włoszech, to efekt współpracy Mitsubishi z legendarnym studiem Pininfarina – tym samym, które przez lata tworzyło nadwozia dla Ferrari. Powstał jako mniejszy brat kultowego Pajero, ale zachował jego najważniejsze cechy, napęd 4×4 i prawdziwe zdolności off-roadowe.
Jak mógłby wyglądać Mitsubishi Pajero Pinin w 2026 roku, gdyby nadal był produkowany?
Dodatkowo, przy tempie zmian, które obecnie zachodzą, istnieje szansa, że w niedalekiej przyszłości samochody będą powstawały według indywidualnych projektów. To, co dzisiaj wydaje się niewyobrażalne, już za kilka lat może stać się standardem.
Od wielu lat wielu mądrych ludzi zapowiada koniec kapitalizmu, kres dominacji Stanów Zjednoczonych, a wraz z nimi koniec świata, jaki dotąd znaliśmy. Być może nigdy wcześniej nie byliśmy tak świadomi nadchodzącej zmiany w globalnym porządku.
Donald Trump zrywa z dotychczasową ideą zachodniego przywództwa, przynajmniej deklaratywnie opartego na wspólnych wartościach, na rzecz izolacjonizmu i amerykańskiej hegemonii. Koniec pewnej zachodniej idei. Początek otwartego starcia interesów.
Jak zwykle jednak kryzys jest również szansą.
Europa, która ma szansę stać się jednym z ostatnich bastionów demokratycznego ładu, powinna wykorzystać ten moment, by zaproponować coś więcej niż obronę istniejącego porządku. Powinna zaprojektować nowoczesny system społeczny, oparty na nowych rozwiązaniach, instytucjach i zasadach funkcjonowania państwa.
Europejska administracja, niegdyś wzór sprawności i organizacji, dziś coraz częściej kojarzona jest z nadmierną biurokracją i bezwładnością. Być może zamiast nieustannie reformować stare struktury, powinniśmy odważyć się zaprojektować nowe standardy ich działania.
Pytanie brzmi: czy kształtowanie przyszłego porządku świata powinniśmy pozostawić trzem osiłkom USA, Rosji i Chinom, czy sami powinniśmy aktywnie uczestniczyć w jego projektowaniu?
I jak właściwie miałby wyglądać proces tworzenia nowego systemu społecznego?
Czy ktoś już się tym zajmuje? Czy istnieją środowiska, które nie tylko analizują słabości obecnego modelu, ale próbują zaprojektować jego następcę? A może tak bardzo przyzwyczailiśmy się do świata, w którym żyjemy, że nawet nie podejmujemy próby wyobrażenia sobie innego?
Świat, w którym żyjemy, jest w dużej mierze zbudowany z idei, które potrafiliśmy nazwać, opisać i zakomunikować.
Jeżeli nie istnieje spójna wizja alternatywnego porządku, nawet ludzie sprzeciwiający się obecnemu systemowi pozostają jego zakładnikami. Potrafią go negować, ale nie potrafią zaproponować niczego w zamian.
W wielu miejscach powstają inicjatywy, które coraz głośniej wyrażają sprzeciw wobec niskiej jakości polityki, niewydolności instytucji i słabości demokracji. Problem polega na tym, że sprzeciw rzadko przekształca się w projekt. A kiedy pojawiają się propozycje zmian, najczęściej dotyczą wymiany jednych ludzi na innych.
Zmieniają się nazwiska, partie i hasła. Sam system pozostaje niemal nietknięty.
Być może największym problemem współczesnej polityki nie jest więc brak ludzi, którzy chcą zmiany, lecz brak wyobrażenia o tym, jak ta zmiana miałaby wyglądać.
Nie da się zbudować nowego świata, jeśli najpierw nie potrafimy go sobie wyobrazić. Nie da się przekonać innych do zmiany, której nie potrafimy opisać.
Dlatego może powinniśmy zacząć nie od kolejnej partii, ruchu politycznego czy manifestu, ale od zaprojektowania samego procesu projektowania nowego systemu społecznego.
Od otwartego, rozwijanego wspólnie szkieletu metodologicznego, który pozwoli porównywać idee, testować rozwiązania, dyskutować o zasadach i stopniowo budować alternatywne modele organizacji społeczeństwa.
Czegoś na kształt otwartego projektu open source, w którym każdy może zaproponować rozwiązanie, poddać je krytyce, udoskonalić lub rozwinąć.
Social Design System.
Nie gotowa wizja idealnego świata, lecz wspólny język i zestaw narzędzi do jego projektowania.
Bo być może zanim zaczniemy zmieniać świat, powinniśmy nauczyć się go wspólnie projektować.1
1 takk… może po prostu zorganizujmy światowy konkurs? Jeden wspólny schemat, według którego ludzie z całej Ziemi mogliby zgłaszać własne koncepcje nowego ładu społecznego.
Skoro potrafimy zorganizować Eurowizję, to dlaczego nie potrafimy zorganizować konkursu na projekt lepszego świata?
W końcu o pokoju na świecie od dziesięcioleci tak pięknie opowiadają kandydatki na Miss Universe. Może czas wreszcie dać im jakiś formularz do wypełnienia?
Rok 2025 był dla mnie rokiem wyjątkowym. Ostatecznie zrozumiałem, że moje ADHD to nie zestaw cech, które można „przepracować”, ale twardy fundament, który wymusza ciągłą zmianę, nie mogę z tym walczyć.
Rynek działa podobnie.
Przez ostatnie lata branżowo żyliśmy w epoce UX. Liczyło się doświadczenie, interfejs, ścieżka użytkownika, badania. UX był wszędzie. Konferencje, artykuły, case studies – wszystko kręciło się wokół tego samego. Ten cykl się skończył1.
1 Tak jak wcześniej kończyły się inne wielkie narracje: Marketing (Philip Kotler), Design Thinking (Tim Brown), Lean Startup (Eric Ries), Scrum (Jeff Sutherland), Branding (Wally Olins), UX (Don Norman). Wszystkie te idee / koncepty / produkty miały swój cykl i naturalnie straciły swoją uwagę.
Coraz mniej interesuje nas samo „jak się klika”, a coraz bardziej co ten produkt naprawdę robi. UX przestaje być celem samym w sobie. Na pierwszy plan wchodzi Product Design – projektowanie całych produktów, nie tylko ekranów. Widzenie wizyjne i wysokopoziomowe aby tworzyć lepsze produkty jako całość.
Teraz idee produktową sprzedaje Marty Cagan, nawet jeśli wcześniej już pracowaliśmy w takim duchu, teraz jest pod znakiem metodyki SVPG (Silicon Valley Product Group).
UX London: Zaduch w bańce
Dzięki Allegro ❤️ odwiedziłem w 2025 UX London. Jechałem tam z ciekawością, bo od lat raczej uciekam w stronę konferencji dla PM-ów czy specjalistów od CX, szukając szerszego kontekstu poza czysto designerskim podwórkiem.
Wniosek? W klasycznym UX-ie skończyło się powietrze. Mimo świetnej organizacji, na miejscu czuć było, że ta perspektywa dusi się we własnym sosie. Powtarzamy te same mantry, podczas gdy świat na zewnątrz nie tylko ruszył do przodu – on całkowicie zwariował.
Wystarczy wyjrzeć poza branżę, żeby zobaczyć, że świat się przestawia. Zmienia się układ sił. Amerykańska dominacja nie jest już oczywista, zwłaszcza gdy patrzy się z peryferiów Zachodu – z Europy, z Polski. Tempo rośnie. Chaos rośnie. Kontekst robi się ważniejszy niż proces.
Projektowanie formularzy w takim świecie brzmi jak luksusowy problem. To trochę tak, jakby w czasie burzy poprawiać zasłony. Firmy będą musiały przebudować się wysoko-poziomowo: strategie, modele biznesowe i produkty jako całość. Detale przestaną być polem walki.
Autonomia twórców
Jednocześnie technologia zrobiła coś niesamowitego: dała nam pełną autonomię w tworzeniu produktów cyfrowych. W tym roku poza pracą zawodową stworzyłem 5 mini gier z moim synem, plugin do figmy wspomagający pracę nad projektami, jeden bardzo duży system informatyczny i kilka małych aplikacji na własny użytek.
Doszliśmy do punktu, w którym bariery wejścia w tworzenie produktów cyfrowych praktycznie zniknęły. Można dziś dowieść zaawansowane rozwiązania w pojedynkę lub w mikroskopijnych zespołach. To moment, w którym hierarchia i „wielkość” korporacji przestają być atutem, a stają się balastem ograniczającym prędkość.
Od lat obserwuję, jak mój tata, który zajmuje się renowacją starych samochodów, w swoim warsztacie korzysta z narzędzi, które… sam zbudował. Jeśli czegoś mu brakuje, po prostu to tworzy. Dorabia uchwyty, podpory, ściski, różne drobne narzędzia. Wszystko dopasowane dokładnie do jego potrzeb.
To zawsze robiło na mnie wrażenie, bo jego warsztat to nie tylko miejsce pracy, ale też przestrzeń, którą sam dla siebie zaprojektował.
W świecie cyfrowym właśnie dzieje się coś bardzo podobnego. Rewolucja związana z AI zmienia sposób, w jaki tworzymy i pracujemy. Oczywiście przyniesie też sporo chaosu i przeciętnych efektów, ale na chwilę skupmy się na jej pozytywnej stronie.
Nigdy wcześniej nie byliśmy tak samowystarczalni jak teraz. Wcześniej zawsze brakowało nam jakiegoś elementu układanki: grafik nie potrafił programować, programista nie miał wyczucia estetyki, a projektant często nie znał się na kodzie.
Dziś – z pomocą AI – możemy budować własne środowisko pracy, dopasowane do nas jak rękawiczka. Główne narzędzia, takie jak Figma czy Android Studio, oczywiście pozostają, ale tworzenie własnych dodatków, automatyzacji czy pluginów stało się banalnie proste.
Dla przykładu: wczoraj stworzyłem prosty plugin do Figmy, który zbiera wszystkie elementy ze strony i wyświetla je w osobnym oknie. Ktoś mógłby powiedzieć: „Przecież jest panel Assets!”. Jasne, ale ja wolę mieć wszystko po swojemu – w oknie, które otwieram jednym kliknięciem. I teraz mogę.
W większości firm technologicznych można wyróżnić dwie główne grupy procesów projektowych:
Pierwsza grupa skupiona wokół tworzenia nowego produktu / kierunku firmy – proces innowacyjny, w którym powstaje coś, czego wcześniej nie było.
Druga grupa to utrzymanie i rozwój istniejących rozwiązań – skupiony na optymalizacji, poprawie użyteczności, wydajności i stabilności działania.
Obie grupy procesów są niezbędne, ale różnią się naturą i rytmem pracy. Pierwsza wymaga eksploracji, niepewności i zdolności tworzenia nowych znaczeń. Druga – precyzji, powtarzalności i doskonalenia tego, co już istnieje.
W praktyce oznacza to, że projektowanie oparte o wizję znajduje swoje zastosowanie głównie w procesach tworzenia nowych produktów, narzędzi i kierunków rozwoju.
Tam, gdzie organizacja stoi przed wyzwaniem wyobrażenia sobie tego, czego jeszcze nie ma – potrzebna jest metoda, która pozwoli zsynchronizować różne perspektywy i stworzyć wspólny obraz lub obrazy przyszłości.
Projektowanie w oparciu o wizję
To sposób pracy projektowej, w którym głównym celem procesu jest zbudowanie jednego lub wielu obrazów przyszłości zrozumiałych w ten sam sposób przez wszystkich uczestników procesu.
Nie chodzi tu o stworzenie idealnego rozwiązania, lecz o synchronizację wyobrażeń – wspólne zrozumienie tego, co tworzymy i dlaczego. Jakość rozwiązania przyjdzie sama, jako efekt dobrze zsynchronizowanego procesu.
Synchronizacja wyobrażeń jako rdzeń procesu
Człowiek, w przeciwieństwie do maszyn lub Profesora X (Charles Xavier), nie potrafi przesyłać obrazów myśli. Komunikujemy się za pomocą słów, gestów i dokumentów – środków, które są nieprecyzyjne i wieloznaczne.
Dlatego kiedy mówimy o rozwiązaniu wyłącznie w formie ustnej lub opisowej, każdy uczestnik procesu buduje w swojej głowie własny, nieco inny obraz. Te obrazy mogą być do siebie „bliskie”, ale nigdy nie są identyczne.
Właśnie dlatego w projektowaniu w oparciu o wizję rozwiązanie pełni funkcję synchronizatora wyobrażeń.
To nie tylko prototyp, makieta czy diagram – to narzędzie porozumienia, które pozwala ludziom zobaczyć to samo i rozmawiać o tym samym.
Rozwiązanie jako narzędzie, nie cel
W klasycznych podejściach projektowych rozwiązanie często jest celem samym w sobie. W tym modelu przeciwnie – rozwiązanie jest środkiem do budowania wspólnego rozumienia. Może być wielokrotnie zmieniane, ewoluować, a nawet zostać odrzucone. Najważniejsze, że umożliwia synchronizację zespołu wokół jednego obrazu przyszłości.
Budowanie wizji1 rozwiązania to złożony, wieloetapowy proces, w którym uczestniczą różne zespoły organizacyjne.
Celem jest nie tylko opracowanie kierunku strategicznego, ale też stworzenie spójnych reprezentacji przyszłości – różnych wariantów tego, jak rozwiązanie lub organizacja może wyglądać za kilka lat.
1 Tak na marginesie: dobrze mieć wizję… opłaconą.
Był rok 2000. Środek wakacji, dzień jak co dzień: upał, nuda i zero planów. Siedzimy z kumplami na kanapie, w tle szumi wentylator.
Nagle mój kolega, z miną filozofa, mówi: – Mam wizję…
Na co jego brat, bez chwili zawahania, rzuca: – Masz… ale nieopłaconą!
(W tamtym czasie istniała jeszcze „Wizja TV” – pierwsza polska satelitarna platforma cyfrowa, która wystartowała w 1998 roku. Kto pamięta, ten pamięta 😉)
Każdy z tych wariantów staje się hipotezą, którą można testować, porównywać i rozwijać. Dzięki temu organizacja zyskuje nie tylko plan, ale też zdolność do myślenia wizualnego i systemowego – umiejętność wspólnego przewidywania i współtworzenia przyszłości.
Dlaczego to tak trudny proces?
Ponieważ wymaga zmiany sposobu myślenia. Nie chodzi już tylko o rozwiązanie problemu, lecz o wspólne zrozumienie tego, co naprawdę chcemy osiągnąć. To wymaga czasu, rozmów, eksperymentów i gotowości na niepewność.
Takie podejście często powoduje dyskomfort wśród członków zespołu. W tradycyjnym modelu rozwiązanie jest ostatecznym dowodem jakości pracy projektanta – efektem dogłębnych analiz, badań, testów A/B i wielu iteracji prowadzących do „najlepszego możliwego rezultatu”.
W projektowaniu opartym o wizję jest inaczej. Projektant tworzy wstępne, celowo niedoskonałe rozwiązanie – oparte na danych i analizach, ale wciąż płynne, otwarte na interpretacje i zmiany. Nie chodzi o perfekcyjny projekt, lecz o wizualny punkt odniesienia, który pozwala zsynchronizować wyobrażenia wszystkich uczestników procesu.
Dodatkowa trudność polega też na tym, że wizja nie powstaje w jednym miejscu – tworzy się na styku wielu perspektyw: użytkowników, biznesu, technologii, strategii i emocji zespołu. Zsynchronizowanie tych światów w jeden wspólny obraz to właśnie sedno procesu.
Projektowanie w oparciu o wizję nie jest tylko metodą pracy, lecz sposobem myślenia o projektowaniu.
To świadome używanie wizualnych reprezentacji, prototypów i wspólnych modeli po to, by ludzie mogli zobaczyć to samo i działać w tym samym kierunku.
To podejście nie gwarantuje szybkich rezultatów – ale tworzy fundamenty dla organizacji, które potrafią projektować swoją przyszłość świadomie.
Wizja jako kompas dla Discovery
Aby lepiej zrozumieć miejsce projektowania wizji w strukturze działań projektowych, warto spojrzeć na nią nie jako na osobny poziom, ale jako kompas, który przenika wszystkie poziomy odkrywania (Discovery).
Wizja nie kończy się na strategii – wpływa również na decyzje taktyczne i działania operacyjne.
Na poziomie strategicznym pomaga odpowiedzieć na pytanie „dlaczego to robimy?”, na taktycznym – „jakie możliwości warto eksplorować?”, a na operacyjnym – „czy to, co dziś dostarczamy, naprawdę przybliża nas do tej przyszłości?”
Poziom
Cel
Typ
Główne pytania
Strategiczny
Zrozumieć przyszły kierunek firmy
Strategic Discovery
Co jest warte odkrywania? Dlaczego to ważne?
Taktyczny
Znaleźć najlepsze rozwiązanie w ramach kierunku
Product Discovery
Jak to najlepiej rozwiązać? Czy to działa?
Operacyjny
Udoskonalać, skalować, optymalizować
Delivery / Continuous Improvement
Jak to działa? Jak to ulepszyć?
Wizja w tym ujęciu nie jest kolejnym etapem w hierarchii – jest źródłem orientacji, które łączy wszystkie poziomy. To wspólna perspektywa, która pomaga zespołom rozumieć, po co to robimy, niezależnie od tego, czy projektują nową funkcję, czy optymalizują proces.
Projektowanie oparte o wizję to nie metoda ani faza projektu, ale sposób utrzymywania spójnego kierunku w świecie pełnym zmian. To narzędzie synchronizacji, które pozwala ludziom w organizacji widzieć ten sam horyzont – niezależnie od tego, czy patrzą z perspektywy strategii, produktu czy operacji.
Bo organizacje, które potrafią świadomie projektować swoją przyszłość, nie tylko reagują na to, co nadchodzi – one potrafią nadawać kierunek zmianom, zanim te się wydarzą.
Poniżej przykładowy model Strategic Discovery Process który powstał, by zapewnić strukturę i jasność w tym złożonym zadaniu.
Ta strona używa niezbędnych plików cookies. Za Twoją zgodą wykorzystuję również Google Analytics i osadzone filmy YouTube. Możesz zaakceptować, odrzucić lub dostosować opcjonalne cookies.